
Dwie trzecie firm płaci wtedy, kiedy energia jest najdroższa
Ceny energii zmieniają się w ciągu doby, ale większość polskich przedsiębiorstw nie ma narzędzi, by na to zareagować. Jedynie 6% firm automatycznie zarządza profilem zużycia energii, a do jakiegokolwiek zarządzania nim przyznaje się niecała jedna trzecia badanych (32%). Pozostałe dwie trzecie organizacji nie przenosi zużycia poza godziny szczytu – płacą za energię również wtedy, kiedy jej cena jest najwyższa.
Skala tego zjawiska jest tym większa, że firmy nie mają danych, na podstawie których mogłyby zaplanować jakiekolwiek działania optymalizujące zużycie i koszty energii. 48% przedsiębiorstw nie zna swoich profili zużycia energii: 25% czerpie wiedzę wyłącznie z faktur, a 23% nie śledzi godzinowych ani dobowych profili zużycia energii. Monitoring w czasie rzeczywistym wdrożyło zaledwie 9% badanych organizacji.
Marnotrawstwo, którego nie widać na fakturze
Tymczasem bez danych o zużyciu energii nie da się zidentyfikować strat – urządzeń o nadmiernym poborze, wycieków energetycznych czy nieefektywnych procesów. Faktura pokazuje jedynie należność, a nie strukturę zużycia. Dlatego pierwsze godziny po opomiarowaniu są dla wielu firm zaskoczeniem.
Kiedy firma produkcyjna instaluje pierwsze podliczniki, to, co pokażą czujniki po pierwszych 48 godzinach, zawsze jest zaskoczeniem dla zarządu. Typowy obraz: 15-25% zużycia energii przypada na godziny, gdy zakład oficjalnie nie pracuje – weekendy, noce, przestoje. Sprężarki chodzą na biegu jałowym, klimatyzacja utrzymuje temperaturę w pustych halach. To nie są sytuacje wyjątkowe – to standard w firmach, które nigdy wcześniej nie mierzyły swojego zużycia energii. I to są pieniądze, które można odzyskać bez wymiany ani jednego urządzenia – wyłącznie przez wgląd w szczegółowe dane i kilka prostych automatyzacji. W projektach, które prowadziliśmy w Polsce, średnia redukcja zużycia energii w pierwszym roku po wdrożeniu systemu monitoringu wynosiła od 12 do 18% – mówi Tomasz Sierpiński, Industrial EUs, SIs & OEMs Sales Director w Schneider Electric.
Utracone dotacje i kary, nad którymi nikt nie czuwa
Do rachunku za bierność dochodzą koszty, które łatwo przeoczyć. 24% firm nie zna dostępnych programów wsparcia i nie ma wiedzy o dotacjach, których celem jest właśnie przyspieszenie transformacji energetycznej i obniżenie progu wejścia w inwestycje.
Jeszcze poważniejsze konsekwencje może mieć luka regulacyjna. 36% badanych firm nie ma żadnej wiedzy na temat zmian prawnych w obszarze energetyki. Tymczasem dyrektywa NIS2 wymaga strategii cyberbezpieczeństwa systemów OT, CSRD rozszerza obowiązki raportowania ESG, a obowiązkowe audyty energetyczne obejmują coraz więcej przedsiębiorstw. Nieznajomość przepisów nie zwalnia z ich przestrzegania.
Koszt strategiczny: wykluczenie z nowego systemu energetycznego
Najdroższe skutki bierności nie pojawiają się na fakturze w danym miesiącu, ale w pozycji rynkowej firmy w kolejnych latach. Brak działań w kierunku transformacji energetycznej ma bowiem konkretne skutki dla organizacji, takie jak:
- Utrata konkurencyjności – 36% firm nie ma żadnych celów energetycznych na najbliższe lata, choć wśród celów wskazywanych przez pozostałe organizacje dominuje właśnie utrzymanie konkurencyjności (19%). Firmy lepiej zarządzające energią mają niższe koszty operacyjne.
- Wykluczenie z rynku energii – 41% przedsiębiorstw widzi siebie wyłącznie w roli pasywnego konsumenta energii. Oznacza to, że nie będą zarabiać na elastyczności ani sprzedawać nadwyżek – pozostaną zależne od cen rynkowych, zamiast je aktywnie kształtować.
- Luka kompetencyjna – brak wystarczających umiejętności analitycznych zgłasza 19% firm, a brak kompetencji cyfrowych i IT – 16%. To ujawnia paradoks: nawet firma, która ma liczniki i systemy SCADA, nie skorzysta z danych, których nie potrafi zinterpretować.
- Trudniejsza rekrutacja – 22% organizacji nie ma strategii ESG i nie planuje jej tworzyć, co w oczach młodszych pokoleń pracowników coraz częściej przesądza o wyborze pracodawcy.
Wyjście z bierności nie zaczyna się od milionowej inwestycji
Raport wskazuje także kolejność działań na ścieżce transformacji energetycznej, które nie wymagają dużego kapitału. Punktem wyjścia jest audyt energetyczny. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat przeprowadziło go jedynie 17% firm. Drugim krokiem jest opomiarowanie i monitoring zużycia energii: samo prawidłowe opomiarowanie pozwala ograniczyć zużycie energii nawet o 15%. Dopiero potem przychodzi czas na automatyzację, optymalizację zakupu energii i budowanie odporności. Dla firm, dla których barierą jest budżet inwestycyjny, alternatywą są modele Energy-as-a-Service, w których przedsiębiorstwo nie kupuje systemu, lecz płaci miesięczną opłatę – często niższą niż uzyskane oszczędności.
Koszt bierności nie pojawia się na fakturze jako osobna pozycja – i właśnie dlatego tak łatwo go przeoczyć. Składają się na niego nadpłaty w godzinach szczytu, energia zużywana w pustym zakładzie, niewykorzystane dotacje i rosnące ryzyko regulacyjne. Firma, która nie mierzy swojego zużycia, nie ma przy tym narzędzi, by policzyć, ile traci – nie wie więc nawet, o jaką kwotę toczy się gra. Wyjście ze „ślepej strefy” nie zaczyna się od inwestycji, lecz od widoczności: audytu i opomiarowania, które zamieniają „czarną skrzynkę” w dane, na podstawie których można podejmować decyzje.
Pełną wersję raportu można pobrać na stronie: Raport badawczy Schneider Electric „Ślepa strefa transformacji”.
Źródło: se.com
Schneider Electric
Anna Dąbkowska
Konstruktorska 12
02-673 Warszawa
[email protected]
www.se.com/pl




Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.