
Rozwój samochodów elektrycznych przebiega dziś znacznie szybciej niż rozbudowa infrastruktury mieszkaniowej. Właściciel domu jednorodzinnego może zamontować wallbox na własnej posesji i ładować samochód przez noc. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja mieszkańców bloków i kamienic. Problem polega na tym, że klasyczne ładowarki AC zajmują przestrzeń, wymagają dodatkowych słupków, fundamentów i przyłączy. W wielu historycznych centrach miast czy na wąskich osiedlowych ulicach po prostu brakuje miejsca na kolejne urządzenia. Właśnie z myślą o takich lokalizacjach powstał Rheinmetall Curb Charger, czyli rozwiązanie zauważone przez internautę.
Ładowarki, których prawie nie widać
Pomysł jest zaskakująco prosty. Zamiast montować ładowarkę na słupku, całą elektronikę umieszczono wewnątrz specjalnie zaprojektowanego krawężnika. Urządzenie ma długość około 1 metra, szerokość 25 cm i waży około 80 kg. Od strony ulicy znajduje się zamykane gniazdo Type 2, ekran informacyjny oraz czytnik RFID. Po podłączeniu kabla samochód ładuje się tak samo jak z klasycznej publicznej ładowarki AC. Największą zaletą rozwiązania jest brak dodatkowych elementów na chodniku. Dla pieszych, osób z niepełnosprawnościami czy rodziców z wózkami infrastruktura pozostaje praktycznie niewidoczna.
Jak działa takie ładowanie?
Technicznie jest to standardowa publiczna ładowarka prądu przemiennego. Curb Charger pracuje z wykorzystaniem trójfazowego przyłącza 400 V i może dostarczać moc do 22 kW. Oznacza to identyczne parametry jak w przypadku większości miejskich ładowarek AC instalowanych obecnie w Europie. Rzeczywista przyjmowana moc zależy oczywiście od samochodu (wiele popularnych przyjmuje tylko 11 kW). Przy mocy 11 kW samochód wyposażony w akumulator o pojemności 60 kWh można naładować od 20 do 80% w około 4 godziny. Przy 22 kW ten sam proces może skrócić się nawet do około 2 godzin. Nie jest to więc rozwiązanie do szybkiego ładowania podczas podróży, ale idealnie sprawdza się podczas wielogodzinnego postoju pod domem lub w miejscu pracy.
Nie tylko ładowarka, ale też pełnoprawna stacja
Choć urządzenie wygląda niepozornie, wewnątrz znajduje się kompletna elektronika ładowania. Producent wyposażył je w modem 4G, port Ethernet, obsługę standardu OCPP 1.6, czytnik RFID oraz możliwość autoryzacji za pomocą aplikacji operatora lub kodu QR. Ładowarka posiada certyfikowany licznik energii zgodny z wymaganiami rozliczeń publicznych. Całość została przygotowana do pracy w trudnych warunkach atmosferycznych. Elektronika znajduje się w szczelnej obudowie spełniającej normę IP68, co oznacza odporność na czasowe zanurzenie w wodzie. Producent zastosował również system odprowadzania wody, czujniki poziomu zalania oraz automatyczne odłączanie zasilania w przypadku zagrożenia. Dodatkowo wewnątrz znajduje się układ grzewczy zapobiegający oblodzeniu zimą.
Dlaczego operatorzy mogą być zainteresowani takim rozwiązaniem?
Kluczowym elementem projektu jest jego modułowa konstrukcja. W przypadku awarii nie trzeba rozbierać całego krawężnika ani prowadzić skomplikowanych prac drogowych. Moduł elektroniczny można szybko wyjąć i zastąpić nowym. Rheinmetall nazywa ten system „CurbSwap”.To ważne, ponieważ właśnie koszty budowlane i serwisowe często stanowią znaczną część wydatków związanych z publiczną infrastrukturą ładowania. Producent podkreśla również możliwość wcześniejszego przygotowania ulic do przyszłej elektryfikacji. Podczas przebudowy drogi można zamontować specjalne „puste” krawężniki i dopiero później wyposażyć je w moduły ładowania, gdy pojawi się odpowiedni popyt.
Czy takie rozwiązania mają szansę pojawić się w Polsce?
W polskich miastach problem ładowania samochodów mieszkańców bloków staje się coraz bardziej widoczny. Większość publicznych punktów ładowania wciąż znajduje się przy centrach handlowych, parkingach komercyjnych lub trasach tranzytowych. Znacznie gorzej wygląda sytuacja na osiedlach mieszkaniowych. Wielu mieszkańców budynków wielorodzinnych chciałoby przesiąść się na elektryka, ale obawiają się o to, gdzie będą ładować swoje auta.
Ładowarki ukryte w krawężnikach nie zastąpią szybkich hubów o mocach 150, 300 czy 400 kW. Mogą jednak uzupełnić infrastrukturę tam, gdzie mieszkańcy potrzebują przede wszystkim wygodnego ładowania przez noc. Zamiast stawiać kolejne słupki na zatłoczonych chodnikach, można wykorzystać element infrastruktury, który i tak znajduje się przy każdej ulicy. Dla kierowcy oznacza to zwykłe podłączenie kabla. Dla miasta – możliwość budowy gęstej sieci punktów ładowania bez istotnej ingerencji w okolicę.
Źródło: elektromobilni.pl


Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.